Jak oszczędzać w dobie kryzysu?

Na początku lutego wylecieliśmy do Tajlandii rozpoczynając naszą podróż. Ja rzuciłam pracę w korporacji, a mój facet rzucił etat. Plan był prosty: podróżujemy i rozwijamy się. Czyli przyjemne z pożytecznym! Jednak ja panicznie bałam się stracić dochód, bo pracowałam od 19 roku życia i zawsze to było dla mnie ważne. Z drugiej strony także chciałam zobaczyć Azję południowo-wschodnią, o której już tyyyle słyszałam. Trochę to był dylemat w stylu „mieć ciastko i zjeść ciastko…”

Ogarniamy w oszczędzanie, co tu kryć.

Mieliśmy trochę odłożone, co dawało nam pewną swobodę. Będąc ludźmi już dorosłymi postanowiliśmy to zrobić zanim założymy rodzinę, bo jednak bombelki to duże utrudnienie przy takich ekscesach 😀

Przy okazji: też Wam się wydawało, że w dorosłość to się tak wchodzi i ktoś Wam oznajmia: „Dobra, od teraz jesteś dorosły, masz tu ekwipunek, będzie dobrze”? Kurde, nie. Nic bardziej mylnego! Życie mówi Ci: „DOMYŚL SIĘ” i pokazuje faka! Dorosłym musisz się cholera nauczyć być, żeby potem dzieciaki i inni dorośli myśleli, że ogarniasz życie! Jako dziecko wyobrażałam sobie, że pewnego dnia zostanę dorosłym.. a tu trzeba sobie wymyślić jak się nim stać.

Wracając. Polecieliśmy i było zajebiście!

Wtedy już w Bangkoku bardzo dbali o prewencję przed koronawirusem, więc czuliśmy się bezpiecznie i do głowy nam (ani nikomu) by nie przyszło co się właściwie odwali. Jednak pominę ten temat, już wystarczy strzępienia języka, jeśli jesteście ciekawi jak to przebiegało, zapraszam na mojego Instagrama – zapisane stories: Powrót.

W Tajlandii spędziliśmy miesiąc, który nas wyszedł taniej niż życie w Polsce. Potem odwiedziliśmy Kambodżę gdzie 8 dni wyszło nas ponad 1500 złotych, wliczając w to Angkor oraz przeloty. Jednak nie polubiłam się z tym krajem, ale może o tym też kiedy indziej 😉 Wróciliśmy do Tajlandii na początku marca i okazało się, że w Europie jest już problem z epidemią. Nie myśleliśmy od razu o powrocie, bo nadal planowaliśmy przetrwać kryzys gospodarczy (o którym wiadomo było już w grudniu) w tanich krajach azjatyckich. Przede wszystkim pojawił się inny problem – nie spodziewaliśmy się pandemii i tego, że staniemy się intruzami niemal wszędzie z powodu podróżowania. Dlatego musieliśmy wracać na szybko do Polski, co oczywiście nadszarpnęło naszą kieszeń.

Jednak wracając do tematu:

Dlaczego nie stresuję się w związku z kryzysem gospodarczym mimo, że nie mam pracy i wydaliśmy połowę budżetu podróżniczego na powrót do Polski?

Przed wyjazdem założyliśmy sobie z moim partnerem, że pół roku możemy siedzieć w Azji z oszczędności. Jednak nadal mając na uwadze środki na ewentualne tarapaty.

Jakim cudem mając po 25 lat mamy taką swobodę finansową? Skąd mamy pieniądze na podróże?

Nie mamy bogatych rodziców jakby ktoś pytał, hah!

Otóż kluczem jest OSZCZĘDZAAAAANIEEEEEE! Brzmi źle, co? Spodziewaliście się: uprawiajcie dużo seksu, pieniądze same się mnożą? 😀 Tak apropo – Janina Daily napisała zabawny tekst o tym

Niestety, jeśli nie zarabiasz naprawdę sporo, musisz oszczędzać, żeby mieć poduszkę finansową na tarapaty. My całe szczęście nie mamy kredytu, dzieci ani innych zobowiązań oraz jesteśmy ogólnie zdrowi i tutaj nie mam zamiaru prawić morałów jacy to nie jesteśmy zaradni. Mamy farta, po prostu. Jednak na poprawę naszej sytuacji finansowej sami pracowaliśmy i myślę, że każdy może. Zaczynając od małych kroków i wyrabiania sobie nawyków. My zaczynaliśmy od pracy w McDonaldzie – SUPER sprawa! Serio. Uważam, że mega kształtuje człowieka takie zderzenie się z rzeczywistością. Dużo nas to nauczyło, a pracowaliśmy tam ponad rok, co jest dosyć imponującym wynikiem, jak na rotację w takich miejscach. W ogóle gastro to taka jazda bez trzymanki trochę, ale uświadamia jak bardzo nie chcesz pracować fizycznie i studia wcale nie są takim złym pomysłem…

Bo trzeba być twardym, nie miętkim 😀

Oboje jesteśmy Grażynką i Januszem. Szukamy tańszych alternatyw na każdym kroku. Mój facet jest w tym niekwestionowanym mistrzem, ja… się staram!

Zgadnijcie kto wybierając produkt spośród miliona innych wybierze ten NAJDROŻSZY? Mam dar. Serio, nie muszę znać ceny, żeby wybrać najdroższą sukienkę/kubek/buty. Czasem to nawet znajdę perełkę! Wszystko kosztuje po 20 złotych, a ja wygrzebię dumna „oooo ale świetne!” cena? 100.

Dar nieprzydatny, więc staram się jak mogę i panuje nad nim! Staram się dokonywać racjonalnych wyborów i może to zabawne, ale każda złotówka ma znaczenie.

Do brzegu! To w końcu jak oszczędzać?

Przydałyby się jakieś przykłady? Proszę bardzo!

  1. Nie miej znajomych – każde wyjście z przyjaciółmi to wywrotka pieniędzy rujnująca Twój budżet!

Hah, nie no. Żartuję! Ważne jest to co jest dla siebie priorytetem 😉

Ja na przykład nie mogę sobie odmówić kosmetyków, no lubię i mam za dużo. To mój konik, staram się pilnować, mogłabym wydawać mniej, ale czasem mnie poniesie. Równie ważna jest dla mnie poduszka finansowa, więc tak sobie balansuję na krawędzi. O zaletach gromadzenia kasy na pewno już wiele wiecie, nie będę tu jeszcze raz tego powtarzać.

Dobra, to jeszcze raz:

Produkty spożywcze i detergenty. Zwracaj uwagę na składy i producentów.

Nie zwracasz uwagi na produkty marki własnej Auchan, Lidl czy Tesco? Zacznij. Bardzo często te produkty mają lepsze składy (bardziej naturalne, mniej dodatków) lub są produkowane w tych samych fabrykach co te „markowe” i znane. Na przykład przecier Pudliszki ma w sobie cukier i mniej pomidorów niż ten marki własnej Auchan z beznadziejną grafiką na słoiczku. Co za różnica czy kupisz mąkę, cukier czy detergent marki reklamowanej w telewizji? Z doświadczenia wiem, że żadna po za ceną. Można zaoszczędzić na zakupach  furmankę piniondzów, gdy tylko przestaniesz się sugerować „markami”. Serio, nie umrzesz od makaronu Auchan, a nie Lubelli 😀 A co do detergentów to nawet Adbuster zrobił porównanie Wirka (płyn do prania, tanizna) do markowych płynów i okazało się, że jest lepszy. Bądźcie świadomymi konsumentami 😉

Porównuj ceny.

Może Ci się wydawać „a tam, złotówka drożej, co za różnica”. Powtórz to jeszcze kilkadziesiąt razy w ciągu miesiąca przy okazji batonika, mydła czy innej taniej pierdoły. Okaże się, że zebrały Ci się już 3 stówy. A to już robi różnicę. Pilnowanie się przy drobnostkach, zakupach online czy po prostu bycie przysłowiową Grażynką ma znaczenie w skali na przykład miesiąca. Zamiast kupienia obiadu w pracy (huehue, teraz to nieaktualne) weź kanapki, zrób obiad lub kup coś taniego. To jest bardzo obrazowy przykład, bo dobrze wiesz jakie to jest wygodne kupienie sobie czegoś w przerwie na lunch w pracy, a nie zastanowisz się, że te 12 złoty dziennie może rujnować Twój budżet w skali miesiąca (12 x 20 dni pracujących to już 240 zł), a to tylko obiad. Muszę przyznać, że czasem kupiłam w pracy bułkę i jogurt (koszt 2,64 zł) zamiast obiadu, bo wiedziałam, że w domu zjem normalny posiłek. Zamiast kupienia batona w sklepiku pod blokiem, kup w supermarkecie na zapas, różnica na słodkościach też może Cię zaskoczyć. To samo z kosmetykami, ubraniami.. Porównuj ceny między sklepami!

Nie wydawaj!

Tu poszalałam, co? Boki zrywać! Tak serio to zastanawiaj się czy kolejna rzecz Ci jest potrzebna, czy nie możesz odpuścić na jakiś czas. Muszę przyznać, że u mnie taką strefą oszczędnościową są ubrania. No nie jestem fanką kupowania ciuchów i zajmuje mi mnóstwo czasu zanim coś kupię. Zwracam przy okazji uwagę na ceny, poczekam na promocje. Rzadko kupuję kompulsywnie, bo po prostu nie mam z tego radochy. Może u Ciebie też jest jakiś taki obszar, gdzie możesz przyoszczędzić? Może słuchawki za 30 zł zamiast za 200zł będą w sam raz?

Notuj wydatki

Super prosta sprawa. Ściągasz aplikację np. Szybki Budżet (na Androidzie) i za każdym razem kiedy płacisz – wpisujesz to w aplikację. Można wprowadzić tam kategorie. Zdziwisz się ile wydajesz na poszczególne rzeczy 😀 Polecam, dużo łatwiej utrzymać kontrolę nad finansami. Jeśli rozliczasz się z partnerem to możecie ustawić sobie kategorię „wspólne” i tam wrzucać wszystkie wydatki na życie razem. Na koniec miesiąca będzie łatwiej się rozliczyć.

Podlicz ile masz kasy, a ile potrzebujesz – wyznacz cel.

Niektórym łatwiej oszczędzać, jeśli mają na co. Poduszka finansowa to dosyć ogólny termin i właściwie nie wiadomo ile to powinno być. Jeśli już będziesz wiedzieć jakie są Twoje koszty miesięcznego utrzymania załóż, że poduszka to powinno być 3/6/10 razy tyle. Jeśli stracisz dochód, poduszka powinna zapewnić swobodę przy szukaniu nowej pracy.

Nie kupuj kompulsywnie.

To już ostatni punkt, ale nie mniej ważny. Bardzo często jak przeglądam np. Instagrama, albo YT kuszą mnie rzeczy i szukam powodu by je kupić… Myślę sobie „ooooo jakie zajebiste! Biere!” Daję się złapać na najprostszą formę reklamy i jestem pewna, że Ty też 😀 Co robię w takich sytuacjach? Daję sobie czas. Jeśli po jakimś czasie uznam, że naprawdę chcę lub potrzebuję czegoś to albo daję sobie czas, albo to kupuję. Kupowanie pod wpływem impulsu jest częstym zjawiskiem. Kierują wtedy nami emocje i mamy gdzieś daleką przyszłość i to całe oszczędzanie. Chcemy przyjemności tu i teraz. Wpadamy w pułapkę własnych emocji i wydajemy pieniądze, bo nam się wydaje, że na coś nas stać. Ja przyjęłam, że nie stać mnie na coś:

  • co przekracza 50% moich miesięcznych zarobków,
  • czego nie mogę sobie kupić 10/20 razy,
  • co mogę kupić taniej – na przykład telefon. Jeśli mogę kupić wystarczający dla moich potrzeb telefon za 800 zł, to dlaczego mam wydawać 1600 zł.

Muszę przyznać, że czasem potrzebuję pomocy mojego Naczelnego Janusza – Mistrza Oszczędzania i Przetrwania, bo on zawsze posłuży pomocną radą „A po co Ci to?” albo „Daj spokój mysza” 😀

Mam nadzieję, że któraś ze złotych porad będzie dla Was przydatna! W komentarzach podzielcie się Waszymi sposobami na oszczędzanie, będę odgapiać 😀

Twoja opinia jest dla mnie ważna, daj znać co myślisz:
[Wszystkie głosy: 0 Średnia ocena: 0]