Pielęgnacja cery tłustej i mieszanej podczas lata

Pora roku, a stan cery

Nie wiem czy zauważyłyście to kiedyś, ale potrzeby naszej skóry zmieniają się nie tylko wraz z cyklem lub wiekiem, ale także wraz z pogodą. W zależności od tego, czy jest zima, czy lato nasza skóra potrzebuje nieco innych rytuałów pielęgnacyjnych i dziś opowiem Wam trochę o tym jak ja podchodzę do mojej cery podczas ciepłych miesięcy letnich. Oczywiście skupimy się na cerze tłustej i mieszanej, bo moja skóra taka jest 🙂

Na dzień dobry zrzucę bombę:

Czy musisz używać kremu?

Mam nadzieję, że w poprzednich wpisach dość mocno zasugerowałam Wam, że obserwacja skóry jest najważniejsza. To jakie ktoś ma przyzwyczajenia pielęgnacyjne i jakie kosmetyki poleca do swojej “rutyny” to jest sprawa drugorzędna. Ile jest twarzy – tyle jest potrzeb i dlatego poznanie swojej skóry potrafi zdziałać cuda większe niż najdroższy kosmetyk.

Trochę brzmi to górnolotnie, ale naprawdę. Lato to dobry czas na zluzowanie trochę z pielęgnacją. Spróbuj ograniczyć kosmetyki i zobaczysz jak skóra na to zareaguje.

Według mnie świadoma pielęgnacja oznacza reagowanie na potrzeby skóry, a nie używanie konkretnych kosmetyków. Szczególnie, że każdemu z nas pasuje coś innego.

Ja od jakiegoś czasu bardzo oszczędnie stosuję kremy.

 Ze względu na to, że moja cera jest tłusta (czoło, skronie, nos, trochę broda, boki policzków) i mieszana (okolice ust, środek policzków), gdy dni stają się ciepłe to nie nakładam kremów. Oczywiście kremuję skórę pod oczami, bo tam jest tak sucho, jakby to nie była moja (tłusta) twarz 😀

Jeśli nie nakładam makijażu i nie będę wychodzić z domu (#pracazdalna) to na buzie leci tonik, krem pod oczy i w zależności czy widzę jakąś suchość czy nie – odrobinka kremu na okolicę wokół ust (szczególnie bruzdy uśmiechu). Wsio. Krem mi nie potrzebny, bo moja skóra i tak świetnie sobie poradzi z jego wytworzeniem 😀 Warto jednak dobrać fajny tonik, taki trochę bardziej odżywczy lub regulujący. Unikam kwasów, silnych antybakteryjnych substancji. Ostatnio przetestowałam ten tonik i śmiało mogę Wam go polecić:

Natura Siberica Polar White Birch tonik rozjaśniający do cery tłustej i problematycznej.

Natura Siberica Polar White Birch tonik rozjaśniający do cery tłustej i problematycznej

Kupiłam go w Hebe na promocji (w regularnej cenie jest trochę za drogi :D), bo szukałam czegoś normalizującego bez kwasów fotouczulających. Zacznijmy od minusów.

To opakowanie to jakaś porażka.
Bereza Siberica  tonik do cery tłustej i problematycznej

Przez to, że nie kontrolujemy ilości toniku wydobywającej się z opakowania to nie dość, że wszystko jest lepiące, to po prostu marnujemy produkt. Po dwóch użyciach przelałam trochę do atomizera po toniku z Soraya Just Glow i od razu wolniej zaczęłam go zużywać.

Drugim minusem dla niektórych będzie to, że po nałożeniu skóra w dotyku jest taka “matowa”, ale wygląda na nieco błyszczącą się. Mi to nie przeszkadza, ale mówię Wam co zaobserwowałam.

Oprócz tego tonik jest fajny. Dokładnie taki jak chciałam. Nawilża i odżywia skórę wspierając mikrobiom i regulując sebum. W składzie znajdziecie glicerynę, niacynamid, mnóstwo ekstraktów, kwas mlekowy i salicylowy. Tonik ma w składzie białą glinkę, która pewnie powoduje ten “matowy” efekt na skórze, a także osad w buteleczce. Jednak niech Was to nie zniechęci, bo to bardzo fajny składnik. Zawiera mikroelementy, wchłania sebum jest delikatnie antybakteryjna.

Toniki nie mają na celu spektakularnej zmiany Waszej skóry, jednak pomogą jej w zachowaniu równowagi. Mogą dostarczyć dobrych składników aktywnych bez obciążania porów. I o to właśnie mi chodzi. Nie musi to być konkretnie ten tonik, możecie znaleźć bardziej nawilżający (np. Soraya Rosarium), a podobno i woda termalna fajnie się sprawdza.

Akurat ten tonik bardzo pozytywnie wpłynął na moją skórę i chętnie go polecam, bo to jest coś czego skóry tłuste i mieszane na pewno powinny spróbować. Będę na niego polować w promocji, bo ma potencjał być moim ulubionym. Odkąd zaczęłam go stosować to zauważyłam mniejszą ilość wyprysków, a te które były – szybko się wyciszyły. Zmniejszył trochę wydzielanie sebum i ogólnie skóra zaczęła się normalizować. Tego mi było potrzeba.

A co z filtrami przeciwsłonecznymi?

Jeśli wiem, że wychodzę (tak, wiem, że promieniowanie przez szyby także przechodzi, ale trochę to zlewam) to nakładam filtr spf 50 albo filtr plus podkład. Czasem pod filtr wchodzi także krem, który nakładam wokół ust (w sensie, że tam gdzie linie uśmiechu też). To teraz czas na dwie polecajki w tym temacie.

Rok temu używałam filtra spf 50 z Musteli, który bardzo dobrze mi się sprawdził. Nie zapychał, był lekki, skuteczny, do tego miał pompkę i niską cenę. Był wodnisty i przy dużej ilości się rollował, ale naprawdę byłam z niego zadowolona. Jednak w tym roku nigdzie nie mogłam go znaleźć, ale był inny, w tubce, za podobną cenę. Porównywałam skład i “na oko” nie ma wielkich różnic. Nadal w formule nie znajdziemy filtrów przenikających.

Za to ta nowa wersja (w sumie nie wiem czy jest nowa, dla mnie tak :D) jest o wiele lepsza! Nie ma opcji, żeby się filtr zrolował, bardzo fajnie siada pod makijaż i nie bieli. Niestety tak jak poprzednia wersja – szczypie trochę w oczy, gdy się do nich dostanie no i świecę się w nim jak latarnia. Żeby się nie świecić pudruję lekko twarz i tak cały dzień wygląda tak samo. 

Mustela mleczko przeciwsłoneczne dla dzieci do twarzy SPF50

mustela spf 50 filtr przeciwsłonecnzy

Filtr nie zapycha (pamiętajmy o dokładnym oczyszczaniu), nie powoduje łojotoku, jest wydajny, nie pozostawia białych śladów i nie tłuści się pod makijażem. Ogólnie – jest naprawdę dobry. Ma gęstą konsystencję, która bardzo łatwo się rozciera i którą śmiało możecie go dokładać. Jest bardzo user-friendly, a ja takie kosmetyki lubię i szanuję. Na skórze suchej wchłania się do satyny, ale na tłustej nie – nawet po godzinie świecę się tak samo “jajecznie” ;). Kosztuje ok 25-30 zł za 40 ml, więc cena też jest dobra. Ja go w ogóle kupiłam w zestawie Mały Atopik z balsamem do cery atopowej, który również się sprawdził (przeczytacie o nim na instagramie) i całość kosztowała 30 zł. To pełnowymiarowe produkty:

zestaw mały atopik Mustela

Filtr spf 50 z lekko kryjącym podkładem, który ładnie wygląda i łatwo się nakłada? Tadam:

krem bb kobot spf 50

Drugą polecajką w tej kategorii jest krem BB z Kobo, który także ma filtr spf 50 i jest naprawdę skuteczny, bo uchronił mnie przed poparzeniami, gdy w pierwszych słonecznych dniach poszłam na długi spacer zapominając o filtrze. To jest taki lekki podkład, który nie da Wam dużego nawilżenia lub krycia, ale ma spf i jest delikatnie rozświetlający. Jednak nie w stylu disco-drobinek, tylko takim “mokrym”. Wygląda ładnie i świeżo, ale nie ma dużego krycia. Uważam, że idealnie sprawdzi się właśnie na lato, bo super wygląda nałożony i wklepany palcami. Niestety trochę wchodzi w linie uśmiechu i lepiej nałożyć go tam nieco mniej 🙂

Jeśli chodzi o kolory, to są 3 i mimo małej gamy, to uważam, że fajnie się wtopią w większość cer. Ja wzięłam 1, która jest jasna i neutralna, ale niestety, gdy nakładam jej nieco więcej, to wygląda u mnie nieco za różowo. Ja jestem bardzo żółta, więc to raczej moja “wina”, ale tak mówię, gdyby ktoś był podobnie mocno żółty. Mieszam go trochę z fluidem z Bielendy, bo on jest mocno żółty 🙂 Ten krem bb z Kobo sprawdzi się zarówno przypudrowany, jak i nie, ale obawiam się, że na większe wyjścia ma za małą trwałość. Co nie zmienia faktu, że wygląda pięknie i wraz z pudrem łatwo uzyskać efekt bluru na wszelkich porach 🙂

Podobno ma tam jakieś witaminki w składzie, ale przy podkładach ja na to aż tak uwagi nie zwracam. Totalnie nie wiem jak się sprawdzi na cerze suchej. 

Na samym końcu zostawiłam oczyszczanie, które podczas lata jest TURBO istotne.

No bo pocimy się więcej i używamy filtrów (które co do zasady, mają się mocniej trzymać buzi), więc łatwiej o zapchanie się buzi. A jak wiemy – pory mogą się zapchać nawet od naszego własnego sebum, więc w lecie mają jeszcze trudniejsze warunki do funkcjonowania.

Więc tak: nie zabijcie mnie, bo będzie mowa o mydle. Już raz wspomniałam, że używam mydła punktowo, gdy się powyciskam, gdy mam jakiegoś pryszcza, albo zbliża mi się okres.

Jednak teraz, jak mój dekolt dostał świra i po prostu mam zaskórniki i wypryski wokół obojczyków niczym gwiazdozbiór, którego nikt nigdy nie potrzebował… myję dekolt mydłem właściwie za każdym razem. A czasem nawet dwukrotnie. Niestety tylko to w jakiś sposób pomaga mi ujarzmić tę sytuację. (nie jestem pewna dlaczego się tak podziało, jedyny kosmetyk, które mogę winić to krem Bielenda Eco Sorbet w wersji ananasowej, o którym nie chcę teraz pisać, bo ma kwasy fotouczulające). A potem lecę z tym tonikiem, o którym mówiłam na początku wpisu. Mydło, które używam, i tylko ono mi się sprawdza to Barwa, tradycyjne polskie szare mydło. O takie:

barwa tradycyjne polskie mydło

Czasem także myję nim buzię, ale raczej rzadko, bo sprawdza mi się tani żel z Isany, o którym pewnie wspomnę niżej. Z mydłem trzeba uważać, bo może Was przesuszyć, więc ogólnie nie polecam, jeśli macie zaburzoną równowagę hydrolipidową lub gdy Wasza skóra ma skłonności do przesuszania się. Mydła używam także do mycia pleców i pupy oraz ud, gdy porobią się tam krostki. W zimie nie używam go tak często, bo po prostu przesusza skórę. A wtedy też robią się wypryski. 

Mam nadzieję, że guru kosmetyczne nie spalą mnie na stosie. Zawsze obserwujcie swoją cerę i po prostu reagujcie na jej potrzeby. W tym momencie sprawdza się u mnie mydło, ale to nie znaczy, że tak będzie zawsze. Kiedyś tak na pewno nie było. Jak przestanie mi służyć mydło – to je odstawie 🙂

Druga kwestia, która także może wywołać oburzenie to… częste peelingi.

No niestety bez tego ani rusz. Moja skóra i tak sama się złuszcza, wystarczy, że przetrę mocniej ręcznikiem i widzę martwy naskórek, więc peelingi wjeżdżają dość często. Inaczej ten martwy naskórek po prostu zapchałby mi pory. Nie powiem Wam jak często robię peelingi, bo po prostu robię to na czuja. Czasem 4 razy w tygodniu, a czasem dwa. Czasem nawet rano będzie szczoteczka soniczna, a wieczorem peeling. Jeśli macie cerę tłustą, bez zaostrzonego trądziku to może warto się nad częstszymi peelingami zastanowić. Jednak niektórym peelingi nie służą i to też jest okej! Jeśli robicie peeling raz na dwa tygodnie to też jest w porządku. Wszystko co odpowiada Waszej skórze jest w porządku 🙂

Ale wróć. Zacznijmy od zwykłego oczyszczania, takiego codziennego mycia.

Filtry i makijaż od dłuższego czasu rozpuszczam najpierw oleistymi konsystencjami z emulgatorem (olejek z Natur Planet lub Bambino, nic nowego). Dokładnie masuję i zmywam. 

olejek myjący Natur Planet

Chętnie wypróbuję inne wersje olejku z Natur Planet, bo ta z aromatem drzewa herbacianego ma bardzo silny zapach, który może trochę drażnić, kiedy jesteście wyczulone na zapachy. Baaaardzo dobrze mi się sprawdził do masażu twarzy opuszkami palców. Olejek nakładacie na suchą twarz (żeby się nie zemulgował) i masujecie. Ja najpierw masuję szyję i żuchwę (od brody do uszu), aby mięśnie “ściągające” twarz w dół się rozluźniły. Potem przechodzę na brodę i okolice wokół ust, tam masuję intensywnie, kolistymi ruchami mięśnie, które mogą robić “chomiczki”. Te techniki odgapiłam od Azjatyckiego Cukru na YT 🙂 Potem masuję twarz od nosa w kierunku uszu, a na samym końcu zostawiam masowanie czoła i pozbywanie się zmarszczki na czole (mam tendencję do marszczenia brwi i czoła właśnie). To naprawdę działa i polecam takie masaże, ale trochę trwa, tak z 10-15 min.

Potem nabieracie wody i masujecie już twarz z zemulgowanym olejkiem. Przez to, że tyle to trwa, fajnie wybrać coś ładnie pachnącego. A, no i Bambino się do tego nie nadaje, bo jest zbyt gęsty. Ja czasem dodawałam olejek konopny lub z czarnuszki do tego masażu, bo niestety samodzielnie zdarzało się, że mnie zapchały. Dlatego nie wiem do końca czy ja nie umiem ich używać, czy moja skóra ich nie potrzebuje. Tak czy siak, staram się je w ten sposób zużyć.

Po zmyciu olejku wjeżdża żel.

I od paru miesięcy wracam do tego z Isany, który jest dobrym, tanim i dostępnym żelem. Może trochę wysuszać, bo jest z tych nieco silniejszych żeli, ale nadal jest wystarczająco łagodny, żeby mi odpowiadał. Nie ma co się nad nim rozwodzić, polecam wypróbować. Jak zmyję żel to myję twarz jeszcze raz i czasem używam szczoteczki sonicznej. Gdy używam szczoteczki to nigdy nie używam potem peelingów. Bez przesady 😀

isana żel do mycia twarzy tłustej i mieszanej

Gdy czuję, że skóra jest jakaś podrażniona, przesuszona, to nie myję jej tym żelem, a pianką z Ziaji, którą podpatrzyłam u https://wkrainieskladow.pl/ i bardzo fajnie się sprawdza. Jest łagodna, ma dobry skład, dobrze oczyszcza i ładnie pachnie. Do tego jest tania i łatwo dostępna, więc czego chcieć więcej 😀 To zdecydowanie dobra opcja, jest kilka rodzajów, więc na pewno znajdziecie coś dla siebie. Sprawdza się całkiem okej ze szczoteczką, ale nie jest zbyt gęsta.

ziaja pianka oczyszczająca

Warto mieć zarówno coś silniejszego do mycia, jak i łagodniejszego. Tak, abyśmy lepiej mogły dopasować pielęgnację do aktualnych potrzeb skóry. To samo z tonikami, kremami, czy serami. 

W końcu czas na peelingi i produkty warte uwagi.

To teraz peeling i mus myjący z LaQ. Już we wpisie o kosmetykach z Hebe trochę o nich mówiłam, bo potrafią być w niskich cenach na promocji i mają dobre składy.

(EJ – podobno w nowych opakowaniach są poprawione zapachy, ale nie próbowałam)

O ile mus myjący nie powalił mnie na kolana, głównie ze względu na okropny zapach (wybaczcie LaQ, niestety jest straszny) to peeling jest naprawdę fajny. Kilka słów o tym musie z węglem aktywnym:

kosmetyki LAQ

Jest delikatny, ładnie doczyszcza, nie czuć po nim ściągnięcia, jest bardzo wydajny, nie pozostawia żadnego filmu. Myślę, że może się sprawdzić w podróży, bo jest “stały” w konsystencji. Jednak kurde, ten zapach asfaltu jest bardzo nieprzyjemny. Mimo, że ja nie nie zwracam dużej uwagi zapachom to ten naprawdę mnie zniechęcał.

LaQ mus peelingujący

Mus peelingujący też nie ma świetnego zapachu, ale jest na tyle nienachalny, że go nawet nie pamiętam. Na pewno nie pachnie zgodnie z deklaracją na spodzie opakowania. Jest drobnym peelingiem, który łatwo się zmywa i skutecznie peelinguje, ale nie podrażnia. Można go użyć bardziej jako pasty peelingującej (gdy użyjemy mało wody) lub lżejszego peelingu z większą ilością wody. Bardzo fajne rozwiązanie, bo same możemy sobie dostosowywać moc peelingowania. Peeling jest drobniusi i żaden por mu nie umknie, ani żadna sucha skórka, a to mój ulubiony rodzaj peelingów. Nie jest zdzierakiem, bo na szczęście drobinki nie są ostre. Nie pozostawia filmu na skórze, cera jest po nim mięciutka, ale nie wysuszona. 

Cudowne produkty od Botanic Skinfood:

Botanic Skinfood peeling malinowy i krem pod oczy

Drugą propozycją będzie cuuudowny peeling od Botanic Skinfood, który jest bardzo delikatny, całkiem naturalny i złuszcza na dwóch poziomach. Zarówno dzięki drobinkom pestek malin w dwóch rozmiarach, jak i delikatnie enzymatycznym właściwościom mleczanu sodu. Trzeba dać mu dłuższą chwilę masowania, ale ma miły zapach i przyjemną konsystencję, więc to nie takie trudne 🙂 Po masażu skóra jest delikatna, nawilżona, mięciutka i wypeelingowana. To jest peeling, który lepiej się sprawdzi skórom wrażliwym, delikatnym, podrażnionym, zmęczonym, dojrzalszym. Może nawet trądzikowym (ale nie z otwartymi stanami zapalnymi). Nie jest super wydajny, ale trochę nie o to w nim chodzi.

To jest peeling, który fajnie się sprawdzi jako prezent dla siebie, albo dla ukochanej osoby, bo choć nie jest drogi – sprawia takie wrażenie. Bardzo się z nim polubiłam. Jak go dorwiecie w promocji razem z kremem do oczu – bierzcie w ciemno! To są najlepsze kosmetyki tej marki. No dobra, jeszcze krem przeciwzmarszczkowy jest fajny 🙂 Te kosmetyki są dostępne tylko w Drogerii Natura. 

Trzecią opcją jest peeling z nowej serii OnlyBio, czyli pasta peelingująca z serii Kombucha.

pasta peelingująca przeciw zaskórnikom OnlyBio Kombucha

Ogólnie ta seria ma ciekawy tonik i pastę oczyszczającą, ale końcem końców kupiłam tylko peeling i jest bardzo w porządku. Tutaj też mamy działanie na dwóch poziomach, czyli połączenie enzymów rozpuszczających martwy naskórek z drobinkami, które go usuwają. To jest naprawdę dobre połączenie, szczególnie gdy macie skórę skłonną do zapychania się.

Ten peeling zostawia delikatny film, dlatego musicie obczaić, czy wolicie umyć potem buzię, czy zostawiacie go tak. Obie opcje są spoko, w zależności od potrzeb Waszej skóry. Ten peeling nie podrażnia, nie jest zdzierakiem, ale jest silniejszy od Botanic Skinfood. Bardzo fajna, łatwo dostępna opcja i podobnie wydajna jak peeling z LaQ. Czy mogę powiedzieć, który lepszy? Nie 😀 Są inne, mają inne właściwości.

Po za tym ja jestem prostym człowiekiem: peeling ma ściągać martwy naskórek, a nie odżywiać. Dlatego w peelingach to nie jest dla mnie priorytetem 🙂 Z tych trzech, największy “sentyment” mam do tego z Botanic Skinfood, darzę go większym uczuciem, niż tylko ocena, czy spełnia swoją funkcję. Jednak nie wiem dlaczego 😀 Tak to już jest z kosmetykami (i wszystkim), czasem decydują emocje i indywidualne preferencje, a nie obiektywizm.

No i co? To chyba wszystko 🙂 Mega się cieszę, że ten tak blog urósł! Co miesiąc wpada tu ponad 1000 osób, a część z Was już wraca tu regularnie 🙂 Mam nadzieję, że uda mi się częściej pisać coś dla Was.

Póki co – napiszcie jakich treści potrzebujecie! A no i czy testowałyście te kosmetyki? No i co myślicie o tym co napisałam, mydło jest złe czy też czasem po nie sięgacie?

Twoja opinia jest dla mnie ważna, daj znać co myślisz:
[Wszystkie głosy: 0 Średnia ocena: 0]